Serwis Apologetyczny: katolickie spojrzenie na wiarę
Start arrow ODNOWA KOŚCIOŁA arrow Forum teologiczne arrow ZBIÓR ARTYKUŁÓW RÓŻNYCH arrow NADZIEJA POWSZECHNEGO ZBAWIENIA

Menu witryny
Start
Przewodnik po serwisie
- - - - - - -
NAUCZANIE KOŚCIOŁA
- - - - - - -
ODNOWA KOŚCIOŁA
- - - - - - -
DYSKUSJE Z CHRZEŚCIJAŃSKIMI POGLĄDAMI
- - - - - - -
GORĄCE POLEMIKI
- - - - - - -
INNE POLEMIKI
- - - - - - -
Słowo wśród nas
- - - - - - -
Biuletyn
Listy mailingowe
Księga gości
- - - - - - -
Najnowsze artykuły
O nas
Galeria zdjęć
Wieści
- - - - - - -
Linki
Napisz do nas
Szukaj
NADZIEJA POWSZECHNEGO ZBAWIENIA PDF Drukuj E-mail
Napisał KS. CZESŁAW S. BARTNIK   

Artykuł pochodzi z Nasze Dziennika z dnia 11 lipca 2001 nr 160


Uczniowie pytali Chrystusa Pana, czy zbawieni będą wszyscy, którzy uwierzą czy tylko nieliczni. Boski Mistrz nie dał odpowiedzi, przynajmniej nie zanotowały tego Księgi Święte. Chrystus mówił raczej jedynie o możliwości zbawienia albo niezbawienia (zatracenia, odrzucenia, potępienia), czyli o możliwości wiecznego zjednoczenia człowieka z Bogiem albo odejścia od Boga (Mt 7, 14;19; 24–26; Mk 10, 23–27; Łk 13, 23–24; 18, 24–27), choć „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4; por. Tt 2, 11). W rezultacie Objawienie nie mówi, kto faktycznie będzie potępiony: ktoś jeden, kilku, niewielu czy też bardzo wielu.


Pytanie ciągle aktualne

Pytanie Apostołów powtarzają chrześcijanie od początku do dziś. Próbują im odpowiedzieć teologowie. I jak zwykle odpowiedzi są rozmaite. Jedni, jak św. Augustyn, twierdzą, że zbawią się tylko nieliczni, a reszta zostanie potępiona. Drudzy mówią, że zbawią się wszyscy, którzy tylko uwierzą w Boga i w Chrystusa oraz poświadczą to swoim postępowaniem.

W tym samym momencie owo pytanie poszerzyło się: czy mogą zostać zbawieni z jednej strony wszyscy chrześcijanie, nawet wielcy grzesznicy, oczywiście po pokucie, a z drugiej strony także niechrześcijanie, w ogóle wszyscy ludzie. Kościół długo zajmował się wyłącznie kwestią, jak mogą zbawić się chrześcijanie. Problem zbawienia niechrześcijan poruszył oficjalnie dopiero Sobór Watykański II, dopuszczając taką możliwość, zawsze pod warunkiem wysokiej moralności, zgodnej z sumieniem.

Cykle niechrześcijańskie

Jednakże już w pierwszych wiekach pojawiła się grupa śmiałych teologów, którzy zajęli się problemem zbawienia niechrześcijan: Orygenes, Dydym Ślepy, Teodor z Mopsuestii, św. Grzegorz z Nysy, św. Grzegorz z Nazjanzu, św. Ambroży, Szkot Eriugena i inni. Współcześnie dołączyło do nich bardzo wielu teologów prawosławnych, a także kilku katolickich, jak H. U. von Balthasar, K. Rahner, a u nas ks. prof. Wacław Hryniewicz OMI, profesor KUL. Ogólnie mówiąc, odwołali się oni wszyscy do pojęcia tzw. apokatastazy, co po grecku oznacza odnowienie wszystkich rzeczy, powrót do idealnego stanu początków i wszechpojednania. W tym kryło się także nawiązanie do pozachrześcijańskiej idei cyklów: powtarzania się tego świata lub następowania światów jednego po drugim (mozaizm, buddyzm, hellenizm, stoicyzm, gnoza, neoplatonizm). Wszechświat jako całość żyje „Początkiem”. Na początku był Prajednią, jednością rzeczy i ludzi, Rajem Boskim. Potem z biegiem czasu degenerował się fizycznie i moralnie, a więc wymaga odkupienia i zbawienia, czyli odnowienia, odrodzenia, „powrotu do Początku”, do Jedności. Mnogość i pluralizm bowiem oznacza zło fizyczne i moralne. Dobro i szczęście to jedność. A zatem i istoty ludzkie w owym odnowieniu nie mogą się dzielić na dobre i złe, złączone z Bogiem w Prajedni i niezłączone, w ogóle muszą istnieć tylko dobre i wyłącznie w jedności z Bogiem. Inaczej odpowiadałby za to Bóg jako Stwórca.

Do tego cyklicznego, w gruncie rzeczy niechrześcijańskiego, schematu następowania po sobie różnych światów doszło jeszcze, również niechrześcijańskie, pojmowanie zbawienia. Zbawienie dla owych myślicieli to wyzwolenie człowieka z materii i świata do nieba. Kto nie zostanie wyzwolony z obecnego świata z powodu ciężkich grzechów, przejdzie przez śmierć do jakiegoś następnego, doskonalszego. Przypomina to wschodni „kołowrót wcieleń”.

Tak jest według tych, którzy przyjmują, że piekła nie ma w ogóle lub że jest puste. Dla tych zaś, którzy uważają, że piekło jest realne, ma być ono umieszczone w 

Następnym świecie, jednak tylko czasowe: w nim będą cierpieli wszyscy wielcy grzesznicy, żeby się oczyścić i wejść do nieba, do miłosiernego Boga. W rezultacie, w jednym i drugim przypadku zbawią się wszyscy: niekatolicy, niechrześcijanie, czciciele wszelkich bóstw, sataniści, niewierzący w Boga, w ogóle wszyscy ludzie i to bez względu na ich moralność ziemską. Tego ostatniego punktu: zbawienie bez względu na stan moralny – chrześcijaństwo prawowierne nie przyjmuje.

W każdym razie, według apokatastazy, największym grzesznikom Bóg da nową szansę zbawienia w jakimś drugim czy trzecim świecie. W takim schemacie „repetycji światów” kryje się przekonanie, że na końcu zbawi się również szatan i nastanie dla istot rozumnych pełna, pierwotna jedność ze Stwórcą. Autentyczne chrześcijaństwo jednak nie przyjmuje powtórek cyklicznych świata. Według nauki chrześcijańskiej, stworzenie biegnie nie po kole, lecz po linii o jednym absolutnie początku i jednym absolutnie końcu, i tylko „jeden raz na zawsze”: „To bowiem (Chrystus) uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie” (Hbr 7, 27; por. Hbr 9, 12.26.28; 10, 10). Drugiego świata i drugiego odkupienia już nie będzie.

Rozbicie tajemnicy zbawienia

Apokatastaza wyraża marzenia człowieka o raju, szczęściu, o miłosnej jedności całego stworzenia ze Stwórcą i o życiu bez niezrozumiałych tajemnic ostatecznych. Mieszają się w niej pewne rzeczy słuszne z niesłusznymi. Zasadnicza teza o zbawieniu wszystkich wychodzi poza Objawienie. Nawet najbardziej uniwersalistyczna idea biblijna pojednania wszystkiego z Chrystusem i Bogiem Ojcem (Dz 3, 21; Ef 1, 10; Kol 1, 20; 1 Kor 15, 28) nie mówi, że osiągną komunię z Bogiem numerycznie wszystkie istoty rozumne. Apokatastaza raczej rozbija i spłaszcza tajemnicę zbawienia oraz „poprawia” Stwórcę i Odkupiciela. Po drodze depcze jeszcze wiele prawd: o wolności człowieka, o naturze grzechu, o sprawiedliwości Bożej, o wieczności, o absolutnej sprzeczności między dobrem a złem moralnym. Podstawowe tajemnice boskie i ludzkie przedstawia jako papierowe i jednokolorowe. Banalizuje także zło moralne i fizyczne, cierpienie, ofiarę, śmierć, choroby, ciężary życia, konieczność pracy i nieuchronność trudów.

Jeśli Bóg doprowadzi wszystkich do siebie faktycznie, numerycznie i mechanicznie, to po co cała ekonomia zbawcza? Po co Chrystus? Po co Jego ofiara? I życie? Po co Stary Testament i dzieje religijne Izraela? Po co przykazania Boże? Po co w ogóle religia? Po co Objawienie i Pismo Święte? Po co łaska? Po co wychowanie człowieka? Po co modlitwa? Po co marzenia i ideały? Po co kary za zbrodnie? No i po co sama teologia?

Owszem, może paść odpowiedź, po to, by nie cierpieć kaźni w „przejściowym piekle”, ale jeśli się twierdzi, że piekła w ogóle nie ma, nawet „chwilowego”? Apokatastaza zbytnio odpowiada mentalności antychrześcijańskiej.

Jeśli słowo „wieczny” (ogień; męka, Mt 25, 41–46) w odniesieniu do piekła oznacza tylko „dłuższy okres czasu”, nie wieczność, to i w odniesieniu do nieba, np. „życie wieczne” musiałoby oznaczać to samo, czyli „życie wieczne tylko do końca wieku” (eonu). Jest to stara grecka ucieczka do nieskończoności.

Usuwając piekło, chce się zasłonić rzeczywistość lęku, a nawet bojaźni Bożej. To dziś taka moda w całym świecie zachodnim. Próbuje się stworzyć świat bez lęku. W całej kulturze ukrywany jest fakt śmiertelności, choć jednocześnie pokazuje się bez przerwy zabijanie dla zabawy, np. w filmach. Tymczasem jakiś lęk jest elementem każdego życia. Człowiek lęka się nieszczęścia, zwierzę lęka się drapieżnika, roślina lęka się ciemności. Również i stres jest czymś nieuniknionym. Musi być tylko odpowiednio przezwyciężony, ale nie przez zwykłe zanegowanie go. „Wychowanie bez stresów” jest programem głupców. Także nie można sobie tworzyć obrazu Boga jako „naiwnej niańki”. Bóg to Nieskończone i Nieogarnione Misterium.

„Piekło czasowe” ma właściwie zastąpić – niesłusznie – katolicką naukę o czyśćcu, gdzie człowiek w zasadzie zbawiony, doskonali się jeszcze, pokutuje i oczyszcza przed pełnym zjednoczeniem z Bogiem. Kto odrzuca istnienie czyśćca, łatwo ulega pokusie przyjmowania „tymczasowego piekła”.

Nie można rzeczy ostatecznych sprowadzać do naiwniutkiej fabularyzacji i groteski. Nie można sobie wyobrażać, że Żydzi spaleni w Auschwitz będą trzymać się za ręce z Adolfem Hitlerem i Adolfem Eichmannem, że Stalin i Beria będą urządzali wieczór humoru z pomordowanymi przez nich oficerami polskimi. Że Młodziankowie będą hasać na kolanach „świętego Heroda”. Że szatan będzie przepraszał Ewę i Adama, a oni z kolei jego, że go przeklinali.

Cóż ostatecznie?

Z nauczania Chrystusa wynika, że strukturalnie istnieje zbawienie, nazywane niebem, i jest niezbawienie, nazywane piekłem. Nie można tej struktury negować. Oznacza ona po prostu możliwość zbawienia, a także niezbawienia. O zbawionych faktycznie łatwiej jest coś powiedzieć, gdyż o świętych wiemy, że są zbawieni. Nie można natomiast niczego powiedzieć o faktach niezbawienia. Nawet co do Judasza Apostoła, bo jego postawa została potępiona jako symbol zdrajcy chrześcijaństwa (J 17, 12), ale nie ma mowy, czy Judasz jako człowiek jest w piekle (Jan Paweł II, „Przekroczyć próg nadziei”, Lublin 1994, s. 28). W rezultacie nie wolno mylić możliwości z faktami.

Można – i należy – głosić zbawienie wszystkich pod pewnymi warunkami oraz żywić nadzieję powszechnego zbawienia, że ja oraz wszyscy ludzie zbawią się dzięki łasce Boga. Lecz nie można głosić, że ktoś faktycznie został potępiony, ani że zbawienie jest i będzie faktem numerycznie powszechnym, co twierdzi apokatastaza. Tego nam Chrystus nie objawił. Nadzieja powszechnego zbawienia jest zatem jak najbardziej usprawiedliwiona, i Bóg tego chce, a „u Boga wszystko jest możliwe” (Mk 10, 23–27). Ale apokatastaza, według której wszyscy się zbawią, faktycznie nie jest nauką katolicką, a nawet godzi w personalistyczny charakter chrześcijaństwa, choć skądinąd jest rzewnym, emocjonalnym wytworem ludzi religijnych. Toteż nauka ta jest ciągle przez Kościół odrzucana (zob. dokumenty kościelne w tej sprawie, wydane przez Denzingera pod numerami: 72, 76, 212, 342, 409, 411, 486, 574, 596, 630, 780, 801, 839, 1002). Ciągłe powtarzanie przez Kościół swej nauki ma moc wiary, nie jest tylko taktycznym zabiegiem wychowawczym.

A zatem nadzieja powszechnego zbawienia – tak, ale fakt – nie. Nie tylko Bóg przerasta nasze ziemskie pojęcia, lecz tak samo przerasta nas tajemnica zbawienia i niezbawienia. Nie można na ten temat głosić swoich prywatnych opinii, choćby wydawały się jak najbardziej pobożne. Nie są one równe prawdzie objawionej.

ks. Czesław S. Bartnik

Napisz komentarz (0 Komentarze)

« wstecz   dalej »
Advertisement

Serwis Apologetyczny: katolickie spojrzenie na wiarę '2004
http://apologetyka.katolik.net.pl